piątek, 18 września 2015

Praga - na urlop z rowerem


        Jakiś czas temu wróciłem z urlopu. Tym razem postanowiliśmy z dziewczyną odwiedzić Pragę, stolicę Czech. Dużo słyszałem o tym, że to piękne miasto, bogate w zabytki. Tak też się okazało. Praga pod względem atrakcyjności to na prawdę świetne miejsce.

Zabraliśmy ze sobą rowery, więc sporą część miasta objechaliśmy na dwóch kółkach. Ku mojemu zdziwieniu od peryferii po centrum nie spotkaliśmy nikogo jadącego na rowerze. Dopiero bliżej miasta może 3 bajki. Czułem się tam trochę obco. Nie wiedziałem czy jechać chodnikiem czy może ulicą. Rower to świetna sprawa by dojechać do centrum, do jakichkolwiek zabytków. Ale już od uliczek doprowadzających do rynku jazda była uciążliwa. Ostatni weekend wakacji, do tego upał, więc turystów przez których trzeba było się przedzierać było sporo. By wejść na jakiś dziedziniec czy gdziekolwiek do środka, zapinaliśmy sprzęt. Byle gdzie, byle do czegoś czego nie da się podnieść, jak np. lampa czy ławka :) 

Rowerzystów prawie brak, za to ludzi jeżdżących na innych dwóch kółkach jest cała masa. Popularność ostatnio zdobywają segway'e, czyli te śmieszne niby hulajnogi z napędem, które o dziwo się nie wywracają. O dziwo, bo mają tylko jedną oś. Miejsc gdzie można wynająć te pojazdy jest od groma. Po samym rynku jeździ tego pieroństwa pełno. Dość popularnym staje się również zwiedzanie Pragi na segway'ach. Przewodnik i turyści przemieszczają się po całym mieście, bez wysiłku podziwiając jego uroki.

Czasami do centrum dojeżdżaliśmy komunikacją miejską. Autobusy kursują co chwilę, nawet z takich zadupiów gdzie mieszkaliśmy my.

CENY I PIWO
Jedyny minus to chyba ceny. Ale jak to w stolicy, niestety jest drożej. Im bliżej centrum, rynku tym ceny rosną. Na peryferiach gdzie mieliśmy hotel, jakieś 6 km od rynku ceny dość umiarkowane. Przykładowo czeskie piwa, dość dobre, kupiliśmy po ok 2-4 zł. Więc cena niewygórowana. Na rynku w knajpie to koszt rzędu 10-20 zł za piwo... Stołowanie się na rynku uważam za przywilej bogatych, bo jak dla mnie to ceny dość wygórowane. Piwa czeskie to oczywiście przysmak dla miłośników tego napoju :)  Ja polecam ze swojej strony Krušovice i Staropramen.

KUCHNIA
Nie mam pojęcia co to czeska kuchnia, bo raz jedliśmy u Turka, raz u Chińczyka... Śniadania w hotelu, no to jak wszędzie. Swoją drogą nie wiem czemu w tym mieście jest tylu Azjatów. Większość sklepów, monopolów jest prowadzonych przez nich. Chińskich restauracji też jest od groma.



CO WARTO ZOBACZYĆ?
To właściwie miejsca jakie uwieczniłem na zdjęciach. Hradczany, Most Karola, Wyszehrad, i wiele innych.

Niecały tydzień pobytu oceniam bardzo pozytywnie. Bałem się o pogodę, biorąc pod uwagę że wrzesień to raczej już prawie jesień. Ale nic bardziej mylnego, w tym roku przełom sierpnia i września to były mega upały. No i właśnie same upały trochę nas wymęczyły. Ale oczywiście lepsze to niż deszcz!



Poniżej mój filmik z Rynku oraz Mostu Karola







A tu już galeria zdjęć. Kliknij żeby powiększyć:









WIĘCEJ ZDJĘĆ:
|
|
                                                                <-----------



































sobota, 15 sierpnia 2015

Czas na szosę

   
www.wired.com


          No i stało się. Podjąłem decyzję o zakupie roweru szosowego - czyli kolarki. Jakiś czas temu, chciałem zmienić rower mtb na lepszy - też górski. Oczywiście musiałem sprzedać mojego Speca by dołożyć i brać coś nowszego. Jak się okazało, nie było chętnych do kupienia go za kwotę jaką wystawiłem. Swoją drogą była to kwota jaką za niego dałem, a trochę do niego dołożyłem, w ciągu roku użytkowania. Jedyne propozycje jakie miałem to zakup roweru ''nawet dziś!'' za 1/2 albo nawet 1/3 ceny. Ale trudno, widocznie nikt za tą kasę go nie weźmie. Ja natomiast za mniej niż wystawiłem nie sprzedam, bo znam wartość roweru, wiem, że świetnie się nim jeździ i nie oddam go za bezcen.

Po długich próbach osiągnięcia kompromisu między jazdą asfaltem i jazdą w terenie postanowiłem dłużej się w to nie bawić. Zawsze uważałem, by móc pojeździć maksymalnie efektywnie w terenie a innym razem po drogach, nieodzownym jest posiadanie dwóch rowerów. Szosa i mtb, dwa różne rowery, dwa różne światy. Z żadnego nie chciałbym zrezygnować.

Skąd taka decyzja? Na pewno chęć osiągnięcia skrajności. Moim rowerkiem nigdy nie przejadę drogi tak szybko jakbym czynił to kolareczką. Do mtb zaś wrzucę inne oponki, z bieżnikiem. Slicki nareszcie sobie podaruję i odstawię na bok. Na pewno duży wpływ na zainteresowanie Road'em miały wpływ wyścigi kolarskie. TDF czy TDP w Polsce to jedne z wyścigów, które aż dają kopa do szybkiej jazdy, do osiągania prędkości. Ostatnio brałem udział w amatorskim wyścigu po szosie. Dystans był bardzo krótki - 10 km, ale w górach, z ogromnym podjazdem. Tam przekonałem się, że forma bardzo słaba. Można powiedzieć też inaczej - dużo osób kolarstwo traktuje poważnie i ostro trenuje. Nie byłem ostatni, ale w drugiej połowie stawki. Przekonałem się też, że wyścig ujednolicony - czyli puszczenie równocześnie szosówek i mtb - na którym ja jechałem - to lekki absurd. Ale oczywiście to był rajd czysto amatorski, zorganizowany na dniach wioski, więc nie będę tu się czepiał takich szczegółów :) Przejechałem się z czystej przyjemności. Za rok mam nadzieję pojawić się tam na cieniutkich oponkach!

Nie mam zbyt dużego budżetu, więc celuję w rowery używane, ''małojeżdżone''. Najlepiej tylko po bułki do sklepu. Tak, tak, to jakby szukać passata z 2000r z przebiegiem 190 tys :) Oczywiście przesadzam, ale najlepiej jakby trafił się dość zadbany kilkuletni rowerek. Boję się trochę pchać w kilkunastoletnie - kiedyś może perfekcyjne szosówki - dziś pachnące oldskulem. Póki co przegrzebałem aledro i oxl. W tygodniu pewnie skocze jakiś obejrzeć. Wybiorę się też do jakiegoś komisu rowerowego. Niestety na rowerach tego typu się nie znam. Większość info czerpać trzeba z internetu. Więc coś już tam wiem. 

Jeśli już będę miał rowerek, pewnie napiszę jakiś test/ recenzję. Może coś o kupowaniu rowerów. 




poniedziałek, 13 lipca 2015

Schody

          Dziś trochę rowerka. Po drodze znalazłem miejsce, gdzie można potrenować choćby w taki sposób. Wynoszenie roweru na plecach, czyli wbieganie po schodach. Kilka razy pod choćby niewielki odcinek to dobry sposób, na inne ułożenie nóg niż podczas jazdy i napompowanie mięśni. W ten sposób troszkę przerywamy rutynę samej jazdy treningowej :)







 Altanki, które spotkałem po drodze. Budki stoją zaraz przy asfaltowej ścieżce - wąskiej, będącą ścieżką rowerową. Niby fajnie, miejsce gdzie w czasie deszczu, czy po prostu chcąc sobie odpocząć można odwiedzić i posiedzieć. Ale dlaczego są dwie takie same budki, z dwiema tymi samymi mapkami, w tym samym miejscu... Równie dobrze można byłoby drugą budkę postawić 5-10 km dalej. Już byłby kolejny punkt do wypoczynku. A tu wpakowali to w jedno miejsce. Projekt współfinansowany ze środków... wiadomo, to byle tylko powstało, bo była na to kasa. 





Niedawno zacząłem czytać książkę naszej mistrzyni rowerowej, Mai Włoszczowskiej. SZkoła życia, bo tak nazywa się ta pozycja, pewnie niedługo doczeka się mojej recenzji.




piątek, 26 czerwca 2015

Zjazd rowerowy z Krowiarek do Zawoi

          Będąc ostatnio w Zawoi nagrałem zjazd od przełęczy Krowiarki ( 1009 m. n. p. p.) pod Babią Górą. O tyle ciekawy, że jest sporo ostrych zakrętów, można się składać, jednocześnie uważając by się zupełnie nie poskładać. Prędkości rozwijane to ok 50-60 km/h. Jak na rower górski z sakwami to dość sporo :)




Dziś  wykonałem trochę konserwacji napędu czyli łańcucha itd... W ruch poszło WD-40, szmatka, szczota. Jednak zbyt dawno tam nie zaglądałem, i to co zobaczyłem to już się nie odzobaczy... Solidny i czarny kawał historii wożony między zębatkami nie jest pożądany w rowerze. Na szczęście udało mi się z tym uporać. Na koniec olej na łańcuch i można jeździć!



Do tego wyregulowane hamulce powinny już lepiej pracować. Rowerek wystawiony jest wciąż na aukcji, ale jakoś nikt nie żywi nim zainteresowania. Może dlatego, że nie umyłem go do sesji... No tak, moje niedbalstwo ;) A może po prostu nie do końca chcę się z nim rozstawać Właściwie jest na prawdę w porządku. Muszę wymienić w nim tylko amortyzator.


niedziela, 21 czerwca 2015

Sałatka cezar

          Coś dla fanów sałatek i jednocześnie kurczaczka. Sałatka cezar / cesar. Jakie składniki - każdy widzi. Jaki smak? Polecam zrobić i się przekonać :)

coś zielonego + ser feta + pokrojony filet z kurczaka

na to sos czosnkowy

Na zagrychę chlebek tostowy zapieczony w tosterze i doprawiony




poniedziałek, 15 czerwca 2015

Rowerowy trip na Słowację - Film

Zmontowałem ostatnio taki filmik z przejazdu. Jest kilka fajnych widoków plus mapki. Polecam oglądać w HD na fullscreenie :)





Post z wyprawy:


środa, 10 czerwca 2015

3 dniowy trip na Słowację - rowerowo

          W długi weekend pogoda była wymarzona. Dla tych co lubią się opalać czy popływać ale też dla tych co chcą spędzić wolny czas jak najbardziej aktywnie. Oczywiście 30 i więcej stopni to aż nadto do jazdy na rowerze, ale raczej nie lubię narzekać na zbyt ciepłą pogodę - lepsze to niż za zimno! Tak jak wcześniej zaplanowałem wybrałem się pierwszy raz rowerkiem na Słowację. Jechałem sam, ale w żadnym wypadku nie czułem się samotnie - ja, rower i piękne widoki czasem jest to najlepsze połączenie. Wrzucam sporo fotek, bo też sporo ładnych rzeczy po drodze.

Zajęło mi to 3 dni, łącznie ponad 200 km jazdy. Jechałem z sakwami, nastawiając się na zwiedzanie, nie forsowałem tempa.



Dzień 1 - 65km




W pierwszy wyruszyłem z domu po południu, ok godziny 15:00. Upał, lekki wiatr. Kierowałem się do Suchej Beskidzkiej. Czas samej jazdy to ok 3h, ale do tego robiłem 2 mniejsze i jeden dłuższy przystanek w Wadowicach. Tam odpoczywałem zajadając włoskie lody. Zdecydowanie lepsze w taki upał niż papieskie kremówki ;) Poniżej fotka z rynku.





Tu z kolei zdjęcie zrobione gdzieś w okolicy Mucharza, za Wadowicami:



Dzień 2 - 70 km



W drugi dzień już zaczęła się jazda typowo górska. Podjazdy, zjazdy, piękne widoki. Moim celem było miasteczko położone niedaleko od granicy, Namestovo lub bardziej po polsku Namiestów. Jedyne czego nie przewidziałem to to, że w czwartek było święto Bożego Ciała. Co za tym idzie procesje, masę ludzi na drogach... Tak też było, w kilku wioskach musiałem omijać tłumy ludzi. Na szczęście policja czy straż, która kierowała kierowców drogami objazdowymi przepuszczała mnie i mój rower. No cóż, hasło - '' przeprowadzę jakoś bokiem'' poskutkowało :)






 Jeleśnia:

Wjazd do Korbielowa


W budce na granicy zjadłem kilka serków


 No i granica, oczywiście po Schengen jest całkowicie przejezdna, nie ma kontroli, a z dawnych lat pozostały jedynie budy

Okolice Orawskiej Półgóry:


Zubrohlava



NAMESTOVO
Nocleg w hoteliku. Trochę najeździłem się, żeby znaleźć coś taniego. Ojro majo, to ceny nie małe...
Wchodząc na teren jednego z domów z szyldem ubytovanie (noclegi), myślałem, że będzie coś taniej niż w pensjonatach itp. Otworzyła mi jednak pewna pani, która jakoś momentalnie mi się źle skojarzyła. No właśnie, po pierwsze to nie otworzyła od razu. Przez jakieś pół minuty patrzyła przez szybę w drzwiach, mówiąc mi coś - nie wiem, bo nie znam dobrze słowackiego. Do tego słabo ją słyszałem, a ona mnie. Po otwarciu zobaczyłem dokładniej rozczochraną kobietę, z dziwnym wzrokiem, zapraszającą w końcu do środka. Nie wiem czemu ale wydawała mi się jakby urwana była z filmu Kubricka. Po słowach bym wszedł, odpowiedziałem, że tylko pójdę po rower. Znikłem. Może to i lepiej, jakoś nie mógłbym zasypiać w miejscu, gdzie za ścianą czai się psychopata z nożem. Oczywiście pewnie przesadzam, ale taka wizja przeleciała mi przed oczami :D
Nocowałem w hotelu przy rynku. Trochę zbiłem z ceny, bo warunki były bez szału. Ale wystarczyło mi tylko to by móc się wykąpać i podładować telefon.


Po ciężkim dniu jazdy złote a i nawet cytrynowe bażanty:

Rynek, widok na Vysielač Stebnícka Magura (896 m n. p. m.)


Dzień 3 - 70 km
powrót do Suchej











Powrót zaplanowałem inną drogą. Odległość podobna, trochę inne ukształtowanie terenu. Jadąc przez Krowiarki - przełęcz w Zawoi pod Babią widać było ogrom turystów wybierających się na jej szczyt. Wszystkie parkingi zapchane, do tego kilometrowy sznur samochodów na poboczu. Pewnie, długi weekend, pogoda, ale czemu wszyscy na raz!!?? Oczywiście żartuję :)  W takie dni to nieuniknione. A fajnie, że ludzie chcą robić coś innego niż tylko stacjonarny wypoczynek. Babia zawsze spoko!

Sama jazda szła ok. Jednak dawał się we znaki upał, jak zresztą w każdy dzień przejazdu. Do tego z rana już zaczęły boleć mnie nogi. Później je rozruszałem, ale na podjazdach, szczególnie już w Polsce za Zawoją myślałem, że mi odpadną. Dziwne, ale szczególnie lewa nie dawała sobie rady heh... To tylko motywuje do częstszych wyjazdów.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------





Babia Góra od strony południowej:

 chwilowy postój gdzieś w Lipnicy, tuż przed Krowiarkami



No i przede wszystkim muszę jeszcze raz pochwalić butki. SPDki spisują się świetnie. Komfort jazdy i ergonomia na dobrym poziomie. No i jazda z sakwami to też zupełnie co innego niż jazda swobodna. Tam gdzie rozwijamy wysokie prędkości i ma już znaczenie opór powietrza, torby sporo wyhamowują. Do tego moje zaczepione na prowizorycznym bagażniku. Bagażnik nie przystosowany pod sakwy, ale dodałem pewien element by torby dobrze wisiały. Dzięki temu nie wpadną w szprychy. Ale oczywiście przy zjeżdżaniu z krawężnika, czy większych dziurach, kamieniach, zawsze jest jakaś obawa, że się obsuną czy po prostu spadną. 

Dziwi mnie w sumie fakt, że piłem stosunkowo mało wody. Przy ponad 70 km pierwszego dnia podczas jazdy wypiłem zaledwie jakieś 1,5 litra napojów. Wydaje mi się, że to za mało, jak na taki wysiłek, w tak upalny dzień. Ale piłem według potrzeby organizmu. 

Pozdrawiam wszystkich, których spotkałem na trasie, a było trochę cyklistów :)