piątek, 14 listopada 2014

Rower po długiej przerwie. Błoto!

          Dwa tygodnie albo dłużej nie było mnie na dwóch kółkach. Trochę słabo ze zdrowiem, nie mogłem wyleczyć zwykłego przeziębienia. Wczoraj po przerwie wskoczyłem na rower. Przejechałem 13 km po lesie. Przede wszystkim świetny teren. Kto lubi czasem się ubabrać na przejażdżce ten wie o czym mówię ;) Błoto, liście, kałuże, ogólnie wszystko czym dzieli się z nami las o tej porze roku. Znów jechałem w rękawkach. Muszę przyznać, że są cieplejsze niż koszulka, przez którą uderzało chłodne powietrze. Kondycyjnie nie ma szału. Dalej sapię wyjeżdżając na maksa pod większą górkę :D Ale nie póki jest ciepło, trzeba jeździć. Na termometrze 14 stopni, więc pogoda wyśmienita. Byle w weekend było podobnie.

Co cieszy, to na pewno to, że powstaje dużo fajnych utwardzonych ścieżek leśnych. Właściwie można by było nazwać to drogami. Ubite z żółtego żwiru, super nadają się do jazdy. Postępuje również wycinka drzew. Ale nie ma się co martwić. W miejsce starych są wrzucane nowe sadzonki, tak więc rosną młode lasy :)

 Tu kilka fotek:








Dziś jeszcze zaliczyłem ciekawą kałużę, która okazała się być małym stawkiem. Po przejechaniu miałem wodę w butach... To czego bardzo nie lubię. Cokolwiek można mieć mokre ale nie buty :/ 
W połowie kałuży, gdy woda sięgała prawie połowie koła, już miałem w oczach niewypinające się SPD i spadanie w bok. Na szczęście jakoś udarłem i wyjechałem.
Przy takich niespodziankach na pewno docenilibyśmy zalety hamulców tarczowych. Przy zanurzeniu koła nie byłyby całe z błota czy innych dziadostw, gdyż tarcza znajduje się wyżej niż miejsce gdzie dociska hamulec V-brejk ;)


 A tak to wyglądało:



Foto robione z brzegu:


Swoją drogą... Przydałoby się go umyć_









2 komentarze:

  1. Jakie błoto! To mi przypomina, jak w te wakacje wybraliśmy szlak wiodący przez jakieś bagna. Nagroda była super (ładne widoki, mostek, urocze miejsce), jednak z rowerem nie raz w błocie się zakopałam :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Identyczna kałuża, w identycznym miejscu tworzy się niedaleko mojego osiedla. A jest to jedyna w miarę sensowna droga w miejsce w którym lubię biegać. Inne prowadzą strasznie naokoło, co wiązałoby się z nadrobieniem jakichś 2-3 kilometrów w jedną stronę. Chcąc nie chcąc, muszę się przez nią przeprawiać, na szczęście po bokach kałuża jest na tyle płytka, że udaje się nie moczyć całych butów.

    OdpowiedzUsuń