środa, 30 marca 2016
Świąteczny spacer - Beskid Makowski
W świąteczny weekend pogoda zachęcała do spacerów, więc wybrałem się do lasu by trochę pochodzić. Wrzucam kilka fotek, które zrobiłem po drodze. Niestety w najlepszym momencie nie zdążyłem wyciągnąć aparatu by zrobić fotkę dzikom. Wyskoczyły zza zarośli, na szczęście były spłoszone i pobiegły w przeciwnym kierunku. W lasach i na polach widać ich ślady, czy to pod postacią tropów czy zaoranej ziemi.
wtorek, 8 marca 2016
Tychy - Katowice = Czy można jechać rowerem po chodniku?
Ostatni weekend był dość pogodny, więc postanowiłem przejechać się z Tychów do rynku w Katowicach. Tabliczkę z napisem Katowice napotkałem o dziwo bardzo szybko, bo po paru minutach jazdy. W samym rynku byłem 1,5 h później.
Byłbym nieco szybciej, ale jadąc przez miasto zostałem zatrzymany przez patrol policji.
Powód zatrzymania? Myślałem, że chodzi o przejazd przez pasy. Wiem, że nie jest to dozwolone, ale często to robię. Jadąc przez miasto rzadko chce się wypinać z pedałów i schodzić z roweru. No chyba, że jest duży ruch i nie da się płynnie przejechać. Okazało się, że powodem nie był sam przejazd przez pasy a jazda chodnikiem. Przyznam, że byłem lekko zdziwiony. Nie mogę jechać chodnikiem? Próbowałem sięgnąć pamięcią jakiś przepis mówiący o poruszaniu się rowerem. Wydawało mi się, że jeżeli chodnik jest odpowiednio szeroki, powiedzmy te 2 metry, spokojnie możemy się po nim przemieszczać. Niebieski szybko wyprowadził mnie z błędu. Na koniec napiszę jaka panuje zasada.
Co dalej? Oczywiście na wstępie zapytano o dowód. Tu wykazałem się bezmyślnością, bo jednak dokumenty są potrzebne przy jeździe rowerem. Jesteśmy kierującymi, więc musimy mieć jakikolwiek dokument przy sobie. Ja go nie posiadałem. Zapytany dlaczego, odpowiedziałem prawdę, że nie zabrałem, gdyż nie chciałem zgubić... :D
No to może teraz sprawdzimy czy rowerek nie był kradziony. Hmm nie zastanawiałem się nad tym, ale przecież kupiłem używkę, od gościa z ogłoszenia, którego zupełnie nie znałem. Z jakiego pochodził źródła? Nie wiedziałem, miałem tylko nadzieję, że nie okaże się nielegalne. Po sprawdzeniu numerów znajdujących się na ramie roweru i po dość dłuuugim wklepywaniu przez pana policjanta tych danych dowiedziałem się z końcu, że mogę spać spokojnie, rowerek nie był kradziony. Ja dostałem tylko słowne upomnienie. Jedyny plus, przynajmniej o tyle jestem mądrzejszy. No nie zupełnie o tyle, zorientowałem się też, jak to jest z tym poruszaniem się rowerem po chodniku.
Byłbym nieco szybciej, ale jadąc przez miasto zostałem zatrzymany przez patrol policji.
Powód zatrzymania? Myślałem, że chodzi o przejazd przez pasy. Wiem, że nie jest to dozwolone, ale często to robię. Jadąc przez miasto rzadko chce się wypinać z pedałów i schodzić z roweru. No chyba, że jest duży ruch i nie da się płynnie przejechać. Okazało się, że powodem nie był sam przejazd przez pasy a jazda chodnikiem. Przyznam, że byłem lekko zdziwiony. Nie mogę jechać chodnikiem? Próbowałem sięgnąć pamięcią jakiś przepis mówiący o poruszaniu się rowerem. Wydawało mi się, że jeżeli chodnik jest odpowiednio szeroki, powiedzmy te 2 metry, spokojnie możemy się po nim przemieszczać. Niebieski szybko wyprowadził mnie z błędu. Na koniec napiszę jaka panuje zasada.
Co dalej? Oczywiście na wstępie zapytano o dowód. Tu wykazałem się bezmyślnością, bo jednak dokumenty są potrzebne przy jeździe rowerem. Jesteśmy kierującymi, więc musimy mieć jakikolwiek dokument przy sobie. Ja go nie posiadałem. Zapytany dlaczego, odpowiedziałem prawdę, że nie zabrałem, gdyż nie chciałem zgubić... :D
No to może teraz sprawdzimy czy rowerek nie był kradziony. Hmm nie zastanawiałem się nad tym, ale przecież kupiłem używkę, od gościa z ogłoszenia, którego zupełnie nie znałem. Z jakiego pochodził źródła? Nie wiedziałem, miałem tylko nadzieję, że nie okaże się nielegalne. Po sprawdzeniu numerów znajdujących się na ramie roweru i po dość dłuuugim wklepywaniu przez pana policjanta tych danych dowiedziałem się z końcu, że mogę spać spokojnie, rowerek nie był kradziony. Ja dostałem tylko słowne upomnienie. Jedyny plus, przynajmniej o tyle jestem mądrzejszy. No nie zupełnie o tyle, zorientowałem się też, jak to jest z tym poruszaniem się rowerem po chodniku.
Wiadomo, że dla nas samych poruszanie się jezdnią, szczególnie mającą kilka pasów do skrętu nie jest bezpieczne. Każdy woli w takich miejscach przejechać chodnikiem. Litera prawa mówi jednak inaczej i chyba bardziej jest tu na uwadze bezpieczeństwo pieszych. Oczywiście, że jazda chodnikiem z nadmierną prędkością nie powinna być dozwolona, z uwagi na możliwość kolizji z pieszymi, czy elementami wystającymi z chodnika - słupki, ławki itd. To samo powinno się tyczyć bardzo ruchliwych miejsc, gdzie na prawdę ciężko bezkolizyjnie minąć pieszych. Ale w miejscach gdzie nie występują takie czynniki, wg mnie jazda rowerem po chodniku powinna być dozwolona. No cóż, prawa nie zmienię.
Katowice
wtorek, 9 lutego 2016
Paprocany - już prawie wiosna!
Dziś na termometrach mieliśmy całkiem wiosenną wartość, 14 stopni. W takich warunkach jeździ mi się z przyjemnością! Tylko trochę wieje, więc bez ciepłego stroju się nie wybieram.
wtorek, 22 grudnia 2015
Andrzejki - Babia Góra
Jakiś czas temu, czyli dokładnie andrzejki spędziłem inaczej niż zwykle. Z racji tego, że nie mam żadnych Andrzejów w znajomych nie wybrałem się nigdzie na imprezę. Za to pojechałem wraz z kumplem w góry. Jak i rok temu tak samo teraz postanowiłem wejść na Babią w zimie ( choć jeszcze nie kalendarzowej ). Tym razem jednak w nocy,by być na szczycie o wschodzie słońca. Raz już byłem na wschodzie, ale w lecie. Teraz poziom trudności level wyżej.
Warunki średnie. Od samego początku lekko pruszył śnieg. Widoczność zatrzymywała się na granicy kilku ośnieżonych płatków przed nami. Później nieco przestało. Do samego schroniska na Markowych Szczawinach szliśmy sami, nikogo nie mijając. W schronisku było trochę osób, z racji imprezy andrzejkowej dzień wcześniej. Wiatr aż tak nie dawał się we znaki. Wiedzieliśmy, że dużo gorzej będzie dopiero od ok 1500 mnpm. I tak też było. Kilkaset metrów przed szczytem strasznie wiało, do tego widoczność spadła do kilku / kilkunastu metrów. Szlak był wydeptany, więc szliśmy po śladach wcześniejszych osób. Nie chcieliśmy wyjść na górę zbyt wcześnie, by nie czekać za długo na wschód i nie marznąć. Dlatego wcześniej robiliśmy kilka pit-stopów.

Samo wyjście ok, szlak trochę wydeptany, trochę miejscami oblodzony. Buty trekingowe to zupełne minimum jakie trzeba mieć na przejście. Ja żałuję jednak, że nie wyposażyłem się wcześniej w raki. Dopiero po przyjeździe zacząłem patrzeć na tego typu sprzęty. I z tego co widzę nie są to drogie rzeczy. Nawet niewielkie kolce pod butami dałyby radę w babiogórskie warunki. Zawsze to zminimalizowanie poślizgu. A nie jest to śmieszna sprawa, bo 3 razy leżałem na deskach, właśnie po poślizgnięciu :) Przy złym upadku nietrudno cokolwiek sobie naciągnąć lub złamać
Na górze i tak byliśmy prawie godzinę przed wschodem. Wiatr wiał niemiłosiernie, a my schowaliśmy się za murkiem, opatuleni w śpiwór. Herbatka, czekolada i chwila na ogrzanie rąk. Póki jeszcze można cokolwiek wyciągnąć z kieszeni. Po pół godzinie niewielkiego ruchu zaczęły zamarzać nam stopy i ręce. Próbowaliśmy się na wszelki sposób rozruszać, np. skacząc. Nie my jedyni porządnie marzliśmy, bo po innych na górze też było widać chęć rozgrzania się. Widoczność bardzo słaba. Już wiedzieliśmy, że nie będzie pięknych widoków wschodu. Poczekaliśmy do planowanej godziny zero i uciekliśmy na dół. Dosłownie, bo trzeba było schować się przed tym okropnym wiatrem w dolnych partiach góry. Ręce jeszcze pół biedy, ale zamarznięte palce u nóg to coś czego na maksa nie lubię.
Droga w dół to już schodzenie bez czołówek. Słońce zaczęło przebijać się przez chmury.
Wyprawa udana. Polecam każdemu!
Warunki średnie. Od samego początku lekko pruszył śnieg. Widoczność zatrzymywała się na granicy kilku ośnieżonych płatków przed nami. Później nieco przestało. Do samego schroniska na Markowych Szczawinach szliśmy sami, nikogo nie mijając. W schronisku było trochę osób, z racji imprezy andrzejkowej dzień wcześniej. Wiatr aż tak nie dawał się we znaki. Wiedzieliśmy, że dużo gorzej będzie dopiero od ok 1500 mnpm. I tak też było. Kilkaset metrów przed szczytem strasznie wiało, do tego widoczność spadła do kilku / kilkunastu metrów. Szlak był wydeptany, więc szliśmy po śladach wcześniejszych osób. Nie chcieliśmy wyjść na górę zbyt wcześnie, by nie czekać za długo na wschód i nie marznąć. Dlatego wcześniej robiliśmy kilka pit-stopów.
Samo wyjście ok, szlak trochę wydeptany, trochę miejscami oblodzony. Buty trekingowe to zupełne minimum jakie trzeba mieć na przejście. Ja żałuję jednak, że nie wyposażyłem się wcześniej w raki. Dopiero po przyjeździe zacząłem patrzeć na tego typu sprzęty. I z tego co widzę nie są to drogie rzeczy. Nawet niewielkie kolce pod butami dałyby radę w babiogórskie warunki. Zawsze to zminimalizowanie poślizgu. A nie jest to śmieszna sprawa, bo 3 razy leżałem na deskach, właśnie po poślizgnięciu :) Przy złym upadku nietrudno cokolwiek sobie naciągnąć lub złamać
Na górze i tak byliśmy prawie godzinę przed wschodem. Wiatr wiał niemiłosiernie, a my schowaliśmy się za murkiem, opatuleni w śpiwór. Herbatka, czekolada i chwila na ogrzanie rąk. Póki jeszcze można cokolwiek wyciągnąć z kieszeni. Po pół godzinie niewielkiego ruchu zaczęły zamarzać nam stopy i ręce. Próbowaliśmy się na wszelki sposób rozruszać, np. skacząc. Nie my jedyni porządnie marzliśmy, bo po innych na górze też było widać chęć rozgrzania się. Widoczność bardzo słaba. Już wiedzieliśmy, że nie będzie pięknych widoków wschodu. Poczekaliśmy do planowanej godziny zero i uciekliśmy na dół. Dosłownie, bo trzeba było schować się przed tym okropnym wiatrem w dolnych partiach góry. Ręce jeszcze pół biedy, ale zamarznięte palce u nóg to coś czego na maksa nie lubię.
Droga w dół to już schodzenie bez czołówek. Słońce zaczęło przebijać się przez chmury.
Wyprawa udana. Polecam każdemu!
środa, 25 listopada 2015
Jesień - zima
Witam po długiej przerwie!!
Jakiś czas temu zmieniłem miejsce zamieszkania, toteż zmienił się trochę krajobraz. Do tego doszły nowe miejsca do jazdy na rowerku. Poza tym, że większe miasto i pełno ścieżek rowerowych, to dosłownie rzut beretem ode mnie mamy bardzo fajny las, z idealnymi crossowymi ścieżkami.
Jakiś czas temu zmieniłem miejsce zamieszkania, toteż zmienił się trochę krajobraz. Do tego doszły nowe miejsca do jazdy na rowerku. Poza tym, że większe miasto i pełno ścieżek rowerowych, to dosłownie rzut beretem ode mnie mamy bardzo fajny las, z idealnymi crossowymi ścieżkami.
Rano przymrozek, do południa ostre słońce i cieplej, po południu mocne opady śniegu
Na trasie trochę kałuż i błota, ale przecież to chyba nikogo nie odstrasza :)
Kilka fotek z jesienno - zimowej trasy
piątek, 18 września 2015
Praga - na urlop z rowerem
Jakiś czas temu wróciłem z urlopu. Tym razem postanowiliśmy z dziewczyną odwiedzić Pragę, stolicę Czech. Dużo słyszałem o tym, że to piękne miasto, bogate w zabytki. Tak też się okazało. Praga pod względem atrakcyjności to na prawdę świetne miejsce.
Zabraliśmy ze sobą rowery, więc sporą część miasta objechaliśmy na dwóch kółkach. Ku mojemu zdziwieniu od peryferii po centrum nie spotkaliśmy nikogo jadącego na rowerze. Dopiero bliżej miasta może 3 bajki. Czułem się tam trochę obco. Nie wiedziałem czy jechać chodnikiem czy może ulicą. Rower to świetna sprawa by dojechać do centrum, do jakichkolwiek zabytków. Ale już od uliczek doprowadzających do rynku jazda była uciążliwa. Ostatni weekend wakacji, do tego upał, więc turystów przez których trzeba było się przedzierać było sporo. By wejść na jakiś dziedziniec czy gdziekolwiek do środka, zapinaliśmy sprzęt. Byle gdzie, byle do czegoś czego nie da się podnieść, jak np. lampa czy ławka :)
Rowerzystów prawie brak, za to ludzi jeżdżących na innych dwóch kółkach jest cała masa. Popularność ostatnio zdobywają segway'e, czyli te śmieszne niby hulajnogi z napędem, które o dziwo się nie wywracają. O dziwo, bo mają tylko jedną oś. Miejsc gdzie można wynająć te pojazdy jest od groma. Po samym rynku jeździ tego pieroństwa pełno. Dość popularnym staje się również zwiedzanie Pragi na segway'ach. Przewodnik i turyści przemieszczają się po całym mieście, bez wysiłku podziwiając jego uroki.
Czasami do centrum dojeżdżaliśmy komunikacją miejską. Autobusy kursują co chwilę, nawet z takich zadupiów gdzie mieszkaliśmy my.
CENY I PIWO
Jedyny minus to chyba ceny. Ale jak to w stolicy, niestety jest drożej. Im bliżej centrum, rynku tym ceny rosną. Na peryferiach gdzie mieliśmy hotel, jakieś 6 km od rynku ceny dość umiarkowane. Przykładowo czeskie piwa, dość dobre, kupiliśmy po ok 2-4 zł. Więc cena niewygórowana. Na rynku w knajpie to koszt rzędu 10-20 zł za piwo... Stołowanie się na rynku uważam za przywilej bogatych, bo jak dla mnie to ceny dość wygórowane. Piwa czeskie to oczywiście przysmak dla miłośników tego napoju :) Ja polecam ze swojej strony Krušovice i Staropramen.
KUCHNIA
Nie mam pojęcia co to czeska kuchnia, bo raz jedliśmy u Turka, raz u Chińczyka... Śniadania w hotelu, no to jak wszędzie. Swoją drogą nie wiem czemu w tym mieście jest tylu Azjatów. Większość sklepów, monopolów jest prowadzonych przez nich. Chińskich restauracji też jest od groma.
CO WARTO ZOBACZYĆ?
To właściwie miejsca jakie uwieczniłem na zdjęciach. Hradczany, Most Karola, Wyszehrad, i wiele innych.
Niecały tydzień pobytu oceniam bardzo pozytywnie. Bałem się o pogodę, biorąc pod uwagę że wrzesień to raczej już prawie jesień. Ale nic bardziej mylnego, w tym roku przełom sierpnia i września to były mega upały. No i właśnie same upały trochę nas wymęczyły. Ale oczywiście lepsze to niż deszcz!
Czasami do centrum dojeżdżaliśmy komunikacją miejską. Autobusy kursują co chwilę, nawet z takich zadupiów gdzie mieszkaliśmy my.
CENY I PIWO
Jedyny minus to chyba ceny. Ale jak to w stolicy, niestety jest drożej. Im bliżej centrum, rynku tym ceny rosną. Na peryferiach gdzie mieliśmy hotel, jakieś 6 km od rynku ceny dość umiarkowane. Przykładowo czeskie piwa, dość dobre, kupiliśmy po ok 2-4 zł. Więc cena niewygórowana. Na rynku w knajpie to koszt rzędu 10-20 zł za piwo... Stołowanie się na rynku uważam za przywilej bogatych, bo jak dla mnie to ceny dość wygórowane. Piwa czeskie to oczywiście przysmak dla miłośników tego napoju :) Ja polecam ze swojej strony Krušovice i Staropramen.
KUCHNIA
Nie mam pojęcia co to czeska kuchnia, bo raz jedliśmy u Turka, raz u Chińczyka... Śniadania w hotelu, no to jak wszędzie. Swoją drogą nie wiem czemu w tym mieście jest tylu Azjatów. Większość sklepów, monopolów jest prowadzonych przez nich. Chińskich restauracji też jest od groma.
CO WARTO ZOBACZYĆ?
To właściwie miejsca jakie uwieczniłem na zdjęciach. Hradczany, Most Karola, Wyszehrad, i wiele innych.
Niecały tydzień pobytu oceniam bardzo pozytywnie. Bałem się o pogodę, biorąc pod uwagę że wrzesień to raczej już prawie jesień. Ale nic bardziej mylnego, w tym roku przełom sierpnia i września to były mega upały. No i właśnie same upały trochę nas wymęczyły. Ale oczywiście lepsze to niż deszcz!
Poniżej mój filmik z Rynku oraz Mostu Karola
A tu już galeria zdjęć. Kliknij żeby powiększyć:
Subskrybuj:
Posty (Atom)

































