poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Trip rowerem wzdłuż polskiego wybrzeża (Hel - Międzyzdroje)

          No i stało się. Ostatnio dobiegła końca nasza wyprawa rowerowa wzdłuż polskiego wybrzeża. Zaczęliśmy tak jak planowaliśmy - od Helu - a skończyliśmy w Międzyzdrojach. Cała trasa liczyła ok 430 km. Cały trip przebiegł właściwie bez żadnych niespodzianek. Obyło się bez napraw, wymian czy kolizji. Tylko jeden raz użyłem imbusa by dokręcić bagażnik. Myślę, że to super wynik :) Czas przejazdu to 5 dni. Po 3 dniach mieliśmy tzw. wakacje w Mielnie, ale tego nie liczę już do aktywności sportowej ;)

Poglądowa mapka:


Jak to się zaczęło?
Od dawna planowaliśmy ten wyjazd. Początkowo mieliśmy jechać we 3 lub więcej osób. Ostatecznie pojechaliśmy we dwóch - ja i Łukasz. To był nasz pierwszy dłuższy wyjazd tego typu - czyli sakwy, namiot itd. Najpierw zakładaliśmy trasę z naszego miasta nad morze (ok 600km) ale jednak po zastanowieniu i po namowach znajomych czy użytkowników forów wybraliśmy trasę wzdłuż wybrzeża.

Ponieważ jechaliśmy tylko we dwóch rowery spakowaliśmy do środka samochodu. Zdecydowanie było to bardziej komfortowe - przynajmniej dla mnie - niż wożenie rowerów nad/za samochodem. 

Co nas zaskoczyło?
1. Waga sakw. Nie przypuszczałem, że spakowanie wszystkich rzeczy na wypad uniemożliwi praktycznie podniesienie roweru. Nie mówiąc już jak utrudni wnoszenie/ znoszenie po schodach.
2. Teren. Wydawałoby się, że nad morzem będzie płasko. Owszem, ale tylko jadąc ścieżką wzdłuż plaży. Wiadomo, że będzie to mniej wiecej 2-5 m .n.p.m i nie będzie siłą rzeczy różnicy poziomów. Jednak nie zawsze da się tak jechać. Były odcinki że jechaliśmy kilkanaście kilometrów od Bałtyku. Szczególnie podczas drugiego dnia, podjazdy i zjazdy dały nam się we znaki.
3. Bagażnik. Szczerze mówiąc, miałem obawy co do mojego bagażnika. Odkręciłem go ze starego roweru, najzwyklejszy bagażnik, na cienkich drutach. Nie przystosowany do sakw, jak np bagażniki solidniejsze, co za tym idzie droższe. Okazało się, że spokojnie poradził sobie z kilkunastokilowym obciążeniem.
4. Wiatr. Kto planuje trasę podobną do naszej musi liczyć sięz tym, że będzie smagany niemiłosiernym wiatrem. A niestety rzadko jest to wiatr w plecy :)
5. 2 dziewczyny które zapytały:
   - przepraszam, mógłbyś nam zrobić selfie?
   -...

Dzień 1.
Hel - Władysławowo
Zrobiliśmy tylko 37 km. Był to ten sam dzień w którym przyjechaliśmy nad morze samochodem, dlatego byliśmy ograniczeni czasem. Spokojnie moglibyśmy sobie darować ten odcinek i rozłożyć na kolejne dni. Wtedy trasa byłaby do zrobienia w 4. Ale na spokojnie zrobiliśmy. Praktycznie cała trasa przebiega ścieżką rowerową. Dla amatorów leśnych ścieżek powinna być ok, gdyż spory kawałek leci pagórkowatymi dróżkami wzdłuż drogi asfaltowej. Kawałek cisnęliśmy asfaltem, jednak panowie mundurowi szybko zgarnęli nas na ścieżkę ( dość ruchliwą o tej porze roku). Po drodze mijaliśmy na prawdę dużo rowerzystów. Pogoda nie rozpieszczała. Musiałem się zaopatrzyć w taki oto rekwizyt. Swoją drogą później przydało mi się to na zabezpieczenie sakw przed deszczem.



Pole namiotowe we Władku:




Dzień 2
Władysławowo - Ustka
To był nasz najcięższy dzień. Pokonaliśmy ok 140km. Do tego teren był mocno pagórkowaty. Zdecydowana większość to asfalt, ale liczne wzniesienia, jakkolwiek nieporównywalne do takich jakie mamy tu, w Beskidach, dawały nam się we znaki.



Dzień 3
Ustka - Mielno
ok. 90km. Nie było źle, a nawet było dobrze. Super trasa wzdłuż morza. w okolicach Kołobrzegu, ciągnący się pas dla rowerów. Kostka brukowa przeważała. No i te widoki... Z jednej strony morze, z drugiej strony rozciągały się bagna. A my środkiem drewnianym mostkiem :) Niestety nie zrobiłem zdjęć...




Dzień 4
Mielno - Pogorzelica
Jak już wcześniej wspomniałem po 3 dniach zrobiliśmy sobie krótkie wakacje w Mielnie. przez te 3 dni jednak w nogach mieliśmy dośc spore zakwasy. Widocznie nie byliśmy wystarczająco przygotowani na całodniowe obciążenie mięśni. Ale nic to! Jechało się dobrze. Spory kawałek niestety okazał się nieprzyjemną do jazdy kostką. Strasznie nas wytrzepało :D No i do tego już dość mocno odczuwaliśmy ręce i nadgarstki. Żałuję, że nie wyposażyłem się w rogi na kierownicę. Zawsze to umożliwia inne ułożenie rąk podczas jazdy.
A tu foto z okolic Niechorza (kilka kilometrów przed):




Dzień 5
Pogorzelica - Międzyzdroje
Ostatni dzień. Jechało się bardzo dobrze. Jako cel obraliśmy Świnoujście. Ale dotarliśmy do Międzyzdrojów i tam finalnie zakończyła się nasza trasa. Było już dość późno i sprawdziliśmy rozkład pkp. Okazało się, że za niedługo będzie odjeżdżał stamtąd pociąg na Szczecin. Do Świnoujścia było jakieś kilka kilometrów, więc uważam cel za wykonany :)




Rower w pociągu
Po przejechaniu trasy mieliśmy powrót pociągiem. Międzyzdroje - Szczecin, Szczecin - Gdynia, Gdynia - Hel. Przewóz rowerów naszymi pociągami ogólnie przebiega bez większych problemów. Cena za rower wacha się od 6-9 zł niezależnie od odległości trasy. Miejsce na rower? Nie zawsze jest takie wyznaczone. Nie raz jest tak że miejsce jest np na 3 -4 rowery a podróżujących chcących z tego skorzystać dużo więcej. Tak też nam się przytrafiło. Jadąc z Gdyni musieliśmy stać przy rowerach, w przedsionku i manewrować nimi kiedy tylko ktoś chciał się przecisnąć... No ale cóż, dało się to znieść.

     Jeśli nie ma zbyt dużego ruchu można też mieć rowery dosłownie pod ręką 

Bagaże
Co zabieraliśmy ze sobą? Tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Objętościowo wyszło tego dużo, gdyż braliśmy sporo koszulek plus bluze i długie spodnie. Pomijając ubrania, to oczywiście - oświetlenie, pompka, multitool, zapasowy telefon, baterie AA i AAA, mapa wybrzeża ( aktualna kupiona już na miejscu). Odnośnie mapy - najlepiej kupić właśnie nową mapę Pomorza. Są na niej zaznaczone szlaki rowerowe wg których można się też kierować.


Podsumowując... Wypad bardzo udany. Myślę, że każdy może przejechać tę trasę bez problemów. Każdy kto od czasu do czasu robi kilkanaście/ kilkadziesiąt kilometrów rowerem. Najlepiej jeździć jak najwięcej by uniknąć po którymś dniu zakwasów ;) W dobrej formie, można zrobić wybrzeże w 3 dni. My na początku planowaliśmy w 4, ale jeden dzień zrobiliśmy sobie 30 parę kilometrów, by się rozgrzać.




Galeria

Kliknij poniżej ;)


















7 komentarzy:

  1. Gratuluję udanego wyjazdu, też kiedyś przejechałem wybrzeże, tylko w drugą stronę, od Świnujścia na Hel. I jeśli ktoś nie chce jechać pod wiatr - polecam właśnie ten kierunek :)

    Co do ciężkich sakw - z każdym kolejnym wyjazdem przychodzi doświadczenie i wiedza, czego NIE TRZEBA brać. Nie jestem fanem ultra-light-bike-packingu, ale mimo wszystko najlepiej dobrze się zastanowić, czy wszystko co chce się zabrać, będzie nam koniecznie potrzebne.

    Takie zaplanowanie później się nam w trasie odwdzięczy lżejszym rowerem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki, no wyjazd jak najbardziej udany.

    No fakt, w drugą stronę powinno być lepiej z wiatrem. Nie wiem czemu, ale jakoś kierunek wybraliśmy losowo :)

    OdpowiedzUsuń
  3. większość wiatrów w Polsce jest z zachodniej połówki. Jak żeglarze płyną dookoła świata, to też większość płynie na wschód - taki wpływ sił Coriolisa, że pasaty się odchylają i wieją także bardziej w kierunku wschodnim. Opłynięcie świata w drugą stronę to 2x większy wyczyn - tylko po co się tak męczyć :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Waga moich sakw zawsze też mnie zaskakuje ;p. I naprawdę biorę tylko minimum, a i tak mam problem z uniesieniem roweru. Najgorzej jest z wysiadaniem z/wsiadaniem do pociągu... ale na szczęście zazwyczaj znajduję kogoś, kto zechce pomóc małej kobietce z tobołami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No domyślam się, że małej kobietce może być ciężko... Sam jakoś bardzo duży nie jestem i była bieda :D Ale spoko. Czasem musieliśmy odkręcać sawky i wnosiliśmy najpierw sakwy, później rowery - lepsze rozwiązanie.

      Usuń
  5. ponieważ zawsze mnie ciągnęło do takich pomysłów...:))) szczerze gratuluję...
    wdepnęłam tu szukając różnych ciekawostek na temat wybrzeża. Ciekawie opisany wypad...Może kiedyś choć w części pokonam ten dystans :)))(wiek i takie tam inne ograniczenia). Tez chyba instynktownie jechałabym ze wschodu na zachód. Ach...ten wiatr.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie wróciłem z żoną z podobnej wyprawy rowerowej, właśnie trasą R-10 "Wzdłuż Bałtyku" ze Świnoujścia do Helu, po drodze odwiedzając 13 z 15 polskich latarni morskich. Też ugrzęźliśmy w bagnach za Klukami:) Zapraszam na obszerną relację z naszej perspektywy wraz ze zdjęciami na http://www.zyczpasja.pl/wyprawa-rowerowa-swinoujscie-hel/

    OdpowiedzUsuń